Zapraszam do lektury książek mojego autorstwa. Są one dostępnie przede wszystkim w księgarniach internetowych, między innymi: http://lubimyczytac.pl/ https:/. /bonito.pl/ https://selkar.pl/

Poniżej przytaczam fragmenty książek, których okładki umieszczone są powyżej:

Wprowadzenie do psychologii, Difin 2018:

Psychologia współczesna, jako jedna z nauk o człowieku, zajmuje się jego psychiką i zachowaniem. Jest zarówno dyscypliną naukową, jak i formą działalności praktycznej. Psychologiczna wiedza ciągle się dynamicznie rozwija, zwłaszcza w XXI wieku, wraz z kształtowaniem się społeczeństwa informacyjnego. Jedne aspekty tej wiedzy są lepiej poznane, inne dopiero oczekują na eksplorację badawczą i opracowanie teoretyczne. Aktualny stan wiedzy psychologicznej jest wynikiem wiele lat trwających poszukiwań, których założenia i metody inspirowane są przez różne dziedziny wiedzy (zwłaszcza biologię, fizykę i chemię), systemy filozoficzne i często zupełnie odmienne podejścia metodologiczne.
Wprowadzenie do psychologii to podręcznik zawierający podstawową i aktualną wiedzę psychologiczną w szerokim zakresie. Omówiono szereg zagadnień: od biologicznych podstaw psychiki, poprzez pamięć, uczenie się, wywieranie wpływu, po zaburzenia psychiczne i ich leczenie. Książka adresowana jest do szerokiego grona Czytelników interesujących się zagadnieniami psychologii i psychopatologii, zwłaszcza do lekarzy, pedagogów i studentów, nie tylko psychologii i medycyny.

Pamięć wszczepiona – fałszywe wspomnienia:

To, że można osobom zasugerować nieistniejące fakty pokazuje eksperyment S. Kassina z 2007 roku. Grupa osób uczestniczyła w kursie komputerowym. Indywidualnie każdą z nich informowano, iż zepsuła komputer. Początkowo badani zdecydowanie odrzucali ten zarzut. Następnie podstawieni przez eksperymentatora „świadkowie” twierdzili, iż widzieli, jak ta osoba uszkodziła komputer. W tej sytuacji koło 60% badanych przyznawało się do winy, opisując często szczegółowo, jak do tego doszło. Autor eksperymentu nie wyjaśnił jednak czy przyznanie się do winy było efektem zmiany treści przypomnienia czy też przejawem konformizmu. W innym eksperymencie uczestnicy oglądali symulację wypadku samochodowego, który zdarzył się na skrzyżowaniu ze znakiem STOP. Następnie połowie badanych zasugerowano, że stojący przy skrzyżowaniu znak drogowy był znakiem podporządkowania. Zapytano później uczestników o ten znak, ci, których poddano sugestii, skłonni byli twierdzić, że widzieli znak podporządkowania. Natomiast osoby, którym nie przekazano fałszywej informacji, trafniej przypominały sobie znak drogowy.

Funkcjonariusze policji czy prokuratorzy, chcąc uzyskać potwierdzenie swojej wersji śledztwa, przesłuchując świadków, usiłują niejednokrotnie dotrzeć do rzekomo ukrytych wspomnień. Zachęcają przesłuchiwanych do wyobrażania sobie tego, co kiedyś się wydarzyło. Sugerują, by ci pozwolili działać swobodnie wyobraźni i nie martwili się czy wyobrażania odnoszą się do rzeczywistej przeszłości. Podczas takiego przesłuchania pytają, jaka to była pora dnia, gdzie to było, kto w tym uczestniczył? Następnie zaczynają sugerować odpowiednimi pytaniami, czy sprawcą była osoba podobna do X. A może to był sam X itd., dodając jednocześnie, by przesłuchiwany nie przejmował się tym, czy fakty przypomniane przez niego zaistniały czy nie ponieważ zweryfikują to czynności procesowe. Zachęcają, tym samym, przesłuchiwanego do konfabulowania przeszłości.

Oczywiście nie tylko przedstawiciele służb specjalnych, organów ścigania czy wymiaru sprawiedliwości starają się manipulować pamięcią przesłuchiwanych. Próby wszczepiania fałszywych wspomnień dotyczą także niektórych psychologów i psychiatrów zwłaszcza o orientacji psychodynamicznej. Znane są przypadki, kiedy psychoterapeuta sugerował pacjentom (najczęściej były to młode kobiety), iż ich zaburzenia emocjonalne zostały wywołane przez zapomniane z dzieciństwa fakty molestowania seksualnego (A. Augustynek, 2002). W 1986 roku N. C. z Wisconsin zgłosiła się do psychiatry, który zastosował psychoterapię i hipnozę. Chciał przy ich pomocy dotrzeć do ukrytych wspomnień o przemocy, której rzekomo doświadczyła w dzieciństwie N. C. Kobieta nabrała z czasem przekonania, że wyparła ze swojej świadomości następujące wspomnienia: należała do sekty satanistycznej, pożerała niemowlęta, była gwałcona, odbywała stosunki seksualne ze zwierzętami i zmuszona była przyglądać się zabójstwu swojej ośmioletniej koleżanki. Uwierzyła, że ma ponad 120 osobowości – dziecięce, dorosłe, anielskie, a nawet kacze. Przyczyną było to, iż w dzieciństwie była wykorzystywana seksualnie i maltretowana. Kiedy N. C. zrozumiała, że zaszczepiono jej fałszywe wspomnienia pozwała psychiatrę do sądu i po trwającym pięć lat procesie przyznano jej 2,4 mln dolarów odszkodowania. N. C. nie jest jedyną pacjentką, której wszczepiono fałszywe wspomnienia. W 1992 roku w Missouri pewien pracownik poradni przykościelnej podczas terapii „pomógł” B. R. „przypomnieć” sobie, że jej ojciec, osoba duchowna, systematycznie gwałcił ją między siódmym a czternastym rokiem życia, w czym niekiedy – przytrzymując ją – pomagała mu jej matka. Pod wpływem terapeuty B. R. „przypomniała sobie” także, że dwukrotnie zaszła z ojcem w ciążę i że ten zmusił ją do ich przerwania. Posądzenia te ujawniono. Ojciec pacjentki musiał zrezygnować z funkcji pastora. Badanie lekarskie wykazało jednak, że B. R. wciąż jest dziewicą i w ciąży nie była. Rodzina pokrzywdzonej pozwała terapeutę do sądu i otrzymała w 1996 roku milion dolarów odszkodowania (A.Augustynek, 2002).

Najbardziej spektakularny przypadek wszczepienia fałszywych wspomnień miał miejsce przy użyciu hipnozy dla celów sądowych. Dotyczyło to „rytualnego morderstwa” dokonanego w Tissa Elsar na początku XX wieku. Zaginęła mała dziewczynka. Rozpoczęto śledztwo. Między innymi przesłuchiwano 13 -letniego chłopca. Dziecko nic nie wiedziało. Wtedy wziął je na badanie pod hipnozą komisarz sądowy, niekryjący się z poglądami antysemickimi. Po paru godzinach badania chłopiec zeznał: jego ojciec, Żyd - organista zwabił dziewczynkę do synagogi. Chłopiec usłyszał krzyk dochodzący z synagogi. Pobiegł tam. Drzwi były zamknięte, ale przez dziurkę od klucza widział dziewczynkę rozciągniętą na podłodze i trzymaną przez trzech ludzi. Jeden z nich puszczał jej krew z gardła, którą pozostali zbierali na dwa talerze. Chłopiec przez trzy miesiące podtrzymywał swoje zeznanie. Nawet widok ojca i dwunastu współoskarżonych nic nie zmienił. A jednak wszystko to było jedynie efektem sugestii nieuczciwego sędziego śledczego. Żadne zabójstwo rytualne nie miało miejsca. Po wielu dniach znaleziono w lesie ciało dziewczynki. Okazało się wtedy, że umarła na skutek zadławienia się własną śliną podczas ataku epileptycznego, który miała podczas samotnego spaceru.

 Do indukowania fałszywych wspomnień dochodzi również wtedy, gdy zachęcamy osobę do wyobrażenia sobie, że przeżywa ponownie określone wydarzenia, mówiąc jednocześnie, by nie przejmowała się tym, czy zaistniały one naprawdę, czy nie. Zachęcamy ją bowiem wtedy do niekontrolowanego konfabulowania przeszłości. Dzieje się tak gdyż wyobrażanie sobie wydarzenia wzmacnia przekonanie o jego prawdziwości.

Ciekawą formą wspomnień wszczepionych jest pamięć niemożliwa dotycząca zdarzeń z pierwszych dwóch lat życia. Jest bowiem niemożliwe by osoba dorosła odtworzyła autentyczne epizodyczne wspomnienia z tego okresu życia, m.in. dlatego, że hipokamp, zasadnicza dla powstawania wspomnień część mózgu, nie jest wówczas dostatecznie dojrzały, by tworzyć i przechowywać długotrwałe, odtwarzalne w wieku dorosłym wspomnienia. Udowodniono w wielu eksperymentach, że gdy naoczny świadek zdarzenia otrzyma od kogoś odmienną na jego temat informację, to jego wspomnienia ulegają często istotnym zmianom. 

Psychopatologia człowieka dorosłego Difin 2015:

Czytelnik otrzymuje publikację zawierającą aktualną wiedzę na temat psychopatologii człowieka dorosłego w odniesieniu do najnowszej klasyfikacji Zaburzeń Psychicznych Amerykańskiego Towarzystwa Psychiatrycznego (DSM-5). Książka adresowana jest nie tylko do specjalistów, ale także studentów kierunków medycznych i psychologicznych oraz osób zainteresowanych problematyką zaburzeń psychicznych, ich etiologią, epidemiologią i leczeniem.

Uzależnienia od substancji psychoaktywnych

W DSM V wymieniono następujące uzależnienia od substancji psychoaktywnych:

Zaburzenia spowodowane substancjami (Substance-related Disorders)

  • Zaburzenia spowodowane alkoholem (Alcohol-Related Disorders)

  • Zaburzenia spowodowane marihuaną (Cannabis-Related Disorder)

  • Zaburzenia spowodowane przyjmowaniem środków halucynogennych (Hallucinogen-Related Disorders)

  • Zaburzenia spowodowane środkami wziewnymi (Inhalant-Related Disorders)

  • Zaburzenia spowodowane Opioidami (Opioid-Related Disorders)

  • Zaburzenia spowodowane przyjmowanie środków stymulujących (Stimulant-Related Disorders)

  • Zaburzenia spowodowane lekami uspokajającymi, nasennymi, przeciwlękowymi (Sedative-, Hypnotic-, or Anxiolytic-Related Disorders)

  • Zaburzenia spowodowane papierosami (Tobacco-Related Disorders)

  • Zaburzenia spowodowane kofeiną (Caffeine-Related Disorders)

Poniżej omówione zostaną najważniejsze uzależnienia od substancji psychoaktywnych.

Zaburzenia spowodowane alkoholem - liczbę osób nadużywających alkoholu w Polsce szacuje się na 3,5 miliona, w tym jest aż 800 000 osób uzależnionych. O konsekwencjach zdrowotnych picia alkoholu, prawdopodobnie jako pierwszy w 1785 roku, pisał B. Rus. Stwierdził on, iż "…nieumiarkowane używanie spirytualiów przypomina pewne choroby dziedziczne, rodzinne i zakaźne”. Pojęcie alcoholismus chronicum wprowadził M. Huss w roku 1849. Natomiast twórcami terminu nałóg alkoholowy są Kurz i Kreapelin (1900). Używali tego określenia do osób, które mimo poniesienia poważnych szkód materialnych społecznych i cielesnych z powodu picia alkoholu, nie miały siły, aby przerwać picie (Święcki 2011). Od tego czasu było podejmowanych wiele prób zdefiniowania tego nałogu, ale w prawie każdej pracy z dziedziny epidemiologii alkoholizmu można było znaleźć inną definicję tego pojęcia i odmienne metody stwierdzenia, że w danym przypadku mamy z nim do czynienia.

            W 1960 roku amerykański lekarz czeskiego pochodzenia Elvin Morton Jellinek opublikował pracę pt.: "Koncepcja alkoholizmu jako choroby". Określił w niej alkoholizm jako: używanie napojów alkoholowych, które powoduje szkody indywidualne, społeczne lub jedne i drugie.

Opierając się na przeszło 2000 przypadków Jelinek (1960) przedstawił schemat rozwoju tej choroby wskazując kolejne, następujące po sobie fazy. Pojawienie się utraty kontroli nad piciem zostało uznane przez niego za podstawowe kryterium diagnostyczne. Autor ten podjął też udaną próbę stworzenia klasyfikacji, w której wyróżnił typy alkoholików. Charakteryzował je stopniem upośledzenia zdrowia fizycznego, psychicznego, funkcjonowania społecznego i zawodowego. Były to następujące typy alkoholizmu:

•          Alkoholizm alfa – charakteryzujący się uzależnieniem psychicznym, nieprzechodzącym w uzależnienie fizyczne, zwany także piciem problemowym, piciem ucieczkowym.

•          Alkoholizm beta – charakteryzujący się powikłaniami somatycznymi, dotyczącymi jednego lub więcej układów organizmu, z ogólnym pogorszeniem stanu zdrowia i skróceniem długości życia.

•          Alkoholizm gamma – charakteryzujący się wzrastającą tolerancją, utratą kontroli i występowaniem zespołu abstynencyjnego z chwila zaprzestania picia, zwany także alkoholizmem „anglosaskim”.

•          Alkoholizm delta – charakteryzujący się wzrastającą tolerancją, objawami zespołu abstynencyjnego i niezdolnością do powstrzymani się, ale nie utratą kontroli nad ilością alkoholu wypijanego przy danej okazji.

•          Alkoholizm epsilon – picie okresowe lub napadowe, ciągi picia, zwane czasem dypsomanią.

Klasyfikacja ta była powszechnie stosowana przez terapeutów do roku 1980. (Święcki 2011).

Odmiennie do tego problemu podeszli Edwards i Gross (1976), którzy skoncentrowali się na objawach zależności od alkoholu. Odnotowali oni, że główne objawy uzależnienia skupiają się wokół:

•          Oczekiwania na efekty picia

•          Tolerancji na alkohol

•          Syndromów abstynencyjnych

•          Picia dla zmniejszenia dolegliwości po odstawieniu alkoholu

•          Selektywnie odczuwanym przymusie picia w postaci kompulsji

•          Powrocie do picia po okresach abstynencji.

            Wyróżnione przez nich objawy stały się podstawą konstruowania współczesnych kryteriów rozpoznawania praktycznie wszystkich form uzależnienia.

Z kolei Peele (1987) podkreśla, że problem psychologiczny w uzależnieniu polega na tym, że człowiek świadomie robi coś, co jest dla niego szkodliwe. Jeżeli główne życiowe gratyfikacje dostarczane są przez określony obiekt, a wszystkie aspekty życia spostrzegane są jedynie w kategoriach związku z tym obiektem, to mamy do czynienia z uzależnieniem czymkolwiek by nie był obiekt tego uzależnienia - alkohol, heroina, papierosy, hazard, jedzenie a nawet kontakt z drugą osobą. Według tego autora można wyróżnić 2 cechy uzależnienia:

•          Więź z obiektem uzależniającym odciąga człowieka od innych zajęć, kontroluje w mniejszym lub większym stopniu całe życie osoby

•          Człowiek nie potrafi zrezygnować z przyjęcia substancji w kontakcie z nią, mimo że wyrządza ona mu szkodę, sprawia więcej przykrości niż przyjemności. Człowiek uzależniony dokonuje zawsze tego samego wyboru - wybierze kontakt z substancją, od której jest uzależniony.

Odmienne podejście do diagnozowania alkoholizmu postulowali Feighner i inni (1972) proponując by rozpoznanie alkoholizmu opierać na wynikach wszechstronnych badań diagnostycznych (badania biochemiczne krwi – zwłaszcza poziom transaminaz wątrobowych a także wywiad kliniczny i środowiskowy) a nie tylko psychologicznych. Zastosowanie tych kryteriów w praktyce klinicznej było impulsem do tworzenia coraz doskonalszych narzędzi diagnostycznych.

            W Polsce ważny wkład do poznania mechanizmów alkoholizmu wniósł Kępiński (1978), który wyróżnił następujące style nałogowego picia alkoholu:

•          Neurasteniczny - jednostka spożywa nieduże ilości alkoholu. Przyczyną picia jest zmęczenie, zły nastrój, zdenerwowanie, niepokój, przedłużający się stres.

•          Kontaktywny - jednostka spożywa alkohol wyłącznie w towarzystwie innych osób, aby dodać sobie odwagi interpersonalnej oraz umocnić lub polepszyć relacje interpersonalne z innymi ludźmi

•          Dionizyjski - jednostka spożywa duże ilości alkoholu chcąc zapomnieć o otaczającej ją rzeczywistości przy okazji uzyskując stan przyjemnego oszołomienia

•          Heroiczny - jednostka spożywa duże ilości alkoholu i w ten sposób ma poczucie własnej mocy. Taki styl picia często prowadzi do agresji i wybryków chuligańskich

•          Samobójczy - jednostka pije po to, aby zapomnieć o tym, co jest dla niej traumatyczne.

Z choroby alkoholowej jak z każdego innego nałogu nie można się wyleczyć, to znaczy że nawet po wieloletniej abstynencji próby tzw. "kontrolowanego" picia kończą się powrotem do nałogu. Natomiast możliwe jest utrzymywanie wieloletniej abstynencji i to jest celem leczenia zarówno farmakologicznego jak i psychoterapeutycznego.

            Jedną z form leczenia jest Farmakoterapia alkoholizmu. Pierwsze próby farmakologicznego leczenia alkoholizmu przy pomocy preparatów opium i barbituranów były zazwyczaj nieudane i najczęściej prowadziło do współuzależnienia od opiatów lub leków uspokajających. W okresie międzywojennym w USA, a po II wojnie światowej w Europie popularne były metody oparte na ruchu Anonimowych Alkoholików i różnych formach psychoterapii grupowej. W dużej mierze wyparły one metody farmakologiczne. Sytuacja ta zmienia się dopiero w ostatnich latach kiedy następuje szybki wzrost wiedzy o biologicznych uwarunkowaniach skłonności do nadużywania alkoholu, biochemicznych i fizjologicznych mechanizmach uzależnienia oraz farmakologicznych sposobach wpływania na spożywanie alkoholu. Z ponad stu substancji badanych na zwierzętach doświadczalnych, kilkanaście doczekało się prób klinicznych, a Akamprozat i leki blokujące receptor opioidowy (Naltrekson i Nalmefen) uznane zostały za leki, których skuteczność w wydłużaniu abstynencji lub zmniejszaniu ilości wypijanego alkoholu uważa się za udowodnioną (Habrat 2011).      Natomiast Campral jest pierwszym (zarejestrowanym w 1993 r. we Francji) lekiem wydłużającym abstynencję i zmniejszającym spożycie alkoholu. W obszernych badaniach przeprowadzonych na ponad 3300 osobach uzależnionych od alkoholu, korzystających z różnych form psychoterapii, stwierdzono, że spośród osób leczonych psychoterapią i Campralem po roku abstynencję utrzymywało 22% pacjentów, podczas gdy z osób leczonych psychoterapią i otrzymujących placebo odsetek abstynentów był prawie dwukrotnie niższy (12%). Campral jest lekiem stosunkowo bezpiecznym. Objawy niepożądane występują rzadko, zwykle tylko na początku kuracji, i są słabo nasilone. Nie powoduje on uzależnienia, a w przypadku przedawkowania jest stosunkowo mało toksyczny. Nie wchodzi w poważniejsze interakcje z alkoholem. Lek jest zarejestrowany także w Polsce (Habrat 2011).

            Z kolei Naltrekson od 1994 r. jest powszechnie stosowany w USA do leczenia osób uzależnionych od alkoholu. Blokuje on dające uczucie euforii endorfiny wydzielane zwykle w podczas picia alkoholu. Osoby dotychczas przyzwyczajone do reakcji euforycznych po spożyciu alkoholu zauważają bezcelowość picia i ograniczają ilość spożywanych napojów alkoholowych. Stwierdzono także, że połączone leczenie psychoterapią i naltreksonem dawało znacząco lepsze wyniki niż sama psychoterapia. Naltrekson powoduje mało objawów niepożądanych, nie wchodzi w toksyczne reakcje z alkoholem. Lek ten nie jest jeszcze zarejestrowany w Polsce, ale mimo to staje się coraz powszechniej stosowany w ramach prywatnych praktyk. Duże doświadczenia ze stosowaniem Naltreksonu ma Klinika Psychiatryczna AM w Bydgoszczy (Habrat 2011).

            W farmakoterapii alkoholizmu stosuje się również leki przeciwdepresyjne z grupy inhibitorów wychwytu zwrotnego serotoniny (SSRI): Prozac, Bioksetyna, Seronil, Fevarin, Cipramil, Zoloft, Seroxat. 

 

Wychwyt zwrotny

Informacje w mózgu są przesyłane pomiędzy neuronami poprzez synapsy. Neuron wysyłający informację uwalnia neuroprzekaźnik (w przypadku niektórych neuronów np. acetylocholinę, serotoninę dopaminę, noradrenalinę) do szczeliny synaptycznej. Neuroprzekaźnik umożliwia przesyłanie ego (generując tzw. potencjał czynnościowy). Około 10 procent neuroprzekaźnika zostaje zużyte w tym procesie, pozostałe 90 procent jest wychwytywane do ponownego użycia przez komórkę wysyłającą sygnał. Proces ten nazywany jest "wychwytem zwrotnym" (Podlewski 1998).

               Depresja jest łączona z brakiem stymulacji komórek, do pobudzenia których wykorzystywane jako neuroprzekaźnik są serotonina i dopamina. Aby zwiększyć stymulację tych komórek, leki SSRI hamują wychwyt zwrotny serotoniny. W wyniku tego serotonina pozostaje dłużej wewnątrz szczeliny synaptycznej, może więc dłużej pobudzać komórkę odbiorczą, co z kolei powoduje, że komórka odbiorcza może częściej wysyłać impulsy.

Jeszcze przed kilku laty wydawały się one najbardziej obiecującymi lekami do terapii alkoholizmu. Stany depresyjne i przygnębienne stanowią bowiem bardzo częstą przyczynę sięgania po alkohol. Okazały się jednak mało skuteczne. Obecnie duże nadzieje wiąże się z Coaxilem, lekiem przeciwdepresyjny nowej generacji. Zaobserwowano, że przy stosowaniu tego leku, pacjenci zmniejszają spożycie alkoholu. Dzieje się to prawdopodobnie na skutek poprawy nastroju (Wasilewski i inni 2000).

            Odmienną przyczyną sięgania po alkohol jest lęk, często występujący w przebiegu uzależnienia od alkoholu. W terapii alkoholików używano barbituranów (np. relanium), ostatnio stosuje się głównie anksjolityki benzodiazepinowe (np. Diazepam), które są skuteczniejsze w leczeniu lęku i bardziej bezpieczne niż barbiturany. Niestety, u osób uzależnionych należy je stosować wyjątkowo ostrożnie. Są one silnie oraz szybko uzależniające, a w przypadku ich spożycia z alkoholem (przypadkowego lub w celach samobójczych) dochodzi do niebezpiecznej interakcji. Ponieważ zaobserwowano, że wielu alkoholików łatwo uzależniło się od barbituranów lub benzodiazepin, a ponadto nierzadko dochodziło do ciężkich zatruć mieszanych, leki te mają złą opinię wśród terapeutów uzależnień. Niestety, nastawienia wynikające ze złych doświadczeń z lekami starszej generacji są generalizowane na całą farmakoterapię uzależnień. Tymczasem do powszechnego użycia weszła nowa generacja leków przeciwlękowych takich jak Spamilan,

W trakcie badań wykazano, że u alkoholików, szczególnie tych z zaburzeniami lękowymi, może on znacząco zmniejszać ilość wypijanego alkoholu. W tej sytuacji terapeuci winni śledzić postępy farmakoterapii uzależnienia od alkoholu, gdyż łączone leczenie psychoterapeutyczne i farmakologiczne może dawać optymalne wyniki leczenia (Wasilewski i inni 2000).

            Jedną z najbardziej kontrowersyjnych substancji w leczeniu alkoholików jest Disulfiram podawany w postaci tabletek (Anticol) lub implantowany podskórnie (Esperal). W gronie specjalistów panuje zgodność poglądów w odniesieniu do nieskuteczności zarówno implantowanych jak i doustnych form Disulfiramu, Lek ten budzi zastrzeżenia etyczne gdyż wymuszanie abstynencji uzyskuje się zagrożeniem ciężkich a nawet śmiertelnych powikłań w przypadku spożycia alkoholu po przyjęciu Disulfiramu (Habrat 2011).

            Z szerokiej gamy leków przeciwalkoholowych, jedynie Campral, Akamprozat i Naltrekson uważane są za leki o udowodnionej skuteczności (Wasilewski i inni 2000).

Psychoterapia zespołu uzależnienia od alkoholu.

Proces terapii zespołu alkoholizmu jest uzależniony w dużej mierze od motywacji do leczenia alkoholika. Już w tym miejscu trzeba stwierdzić, że około 70% pacjentów mimo odbycia terapii nie osiąga trwałych jej efektów (Woronowicz 2001). Osoba uzależniona może szukać pomocy przede wszystkim w ośrodkach terapii uzależnień oraz grupach anonimowych alkoholików. Terapia ma formę grupową lub/i indywidualną. Polega głównie na zdobyciu i pogłębianiu wiedzy o chorobie i samym sobie. Umożliwia to choremu akceptację siebie jako alkoholika i akceptację życia bez alkoholu.

            Zajęcia psychoterapeutyczne pomagają w przebudowie stylu życia na abstynencki, uczą rozpoznawania i radzenia sobie z głodem alkoholowym a także zapobiegania występowania nawrotów choroby. Na spotkaniach psychoterapeutycznych najpierw pomaga się choremu zrozumieć, iż jest uzależniony od alkoholu i że jest to dla niego problem niezmiernie ważny. Uzależnieni bowiem bardzo często wypierają się swojej choroby, a prawie niemożliwe jest leczenie uzależnionego gdy on twierdzi, że nie jest alkoholikiem i pomoc nie jest mu potrzebna, a u terapeuty znalazł się mniej lub bardziej pod przymusem.

            Kolejnym krokiem jest uświadomienie osobie uzależnionej problemów, które doprowadziły ją do nałogu. Jeśli jedną z przyczyn był konflikt rodzinny, psychoterapia pomaga poradzić sobie z nim. Jeżeli alkohol służył redukcji stresu relaksacja może go zastąpić. Alkohol jako antidotum na nieśmiałość lub forma spędzania czasu na imprezach towarzyskich przestaje być potrzebny poprzez rozwój asertywności (jak odmawiać, gdy znajomi proponują alkohol). Terapeuci pomagają także odkryć zainteresowania, określić nowe wartości życiowe, a przede wszystkim nauczyć jak funkcjonować bez alkoholu w świecie, w którym inni go piją.

            Koniecznym uzupełnieniem terapii są spotkania i rozmowy w bardzo popularnych na świecie i w Polsce klubach Anonimowych Alkoholików. Nie oferują one leczenia, ani profesjonalnej lekarskiej pomocy. Proponują powstrzymanie się od picia oraz dzielenie się z innymi własną siłą, nadzieją i doświadczeniami w drodze do abstynencji. W klubach AA nie jest wymagana abstynencja - jedynym warunkiem przynależności do wspólnoty jest pragnienie zaprzestania picia. Spotkania prowadzą alkoholicy, którym przez długi czas udaje się wygrywać walkę z uzależnieniem. Kto chce, zabiera głos, kto nie chce milczy. Nie trzeba się przedstawiać.

12 kroków w klubach AA

W klubach AA popularny jest przedstawiony poniżej zbiór zaleceń dla osoby uzależnionej, tzw. 12 kroków, które systematycznie stosowane pomagają uczestnikowi wspólnoty wyzwolić się z uzależnienia (Święcki 2011):

  1. Przyznaliśmy, że jesteśmy bezsilni wobec alkoholu, że przestaliśmy kierować własnym życiem.

  2. Uwierzyliśmy, że siła większa od nas samych może przywrócić nam zdrowie.

  3. Postanowiliśmy powierzyć naszą wolę i nasze życie opiece Boga, jakkolwiek Go pojmujemy.

  4. Zrobiliśmy gruntowny i odważny obrachunek moralny.

  5. Wyznaliśmy Bogu, sobie i drugiemu człowiekowi istotę naszych błędów.

  6. Staliśmy się całkowicie gotowi, aby Bóg uwolnił nas od wszystkich wad charakteru.

  7. Zwróciliśmy się do Niego w pokorze, aby usunął nasze braki.

  8. Zrobiliśmy listę osób, które skrzywdziliśmy i staliśmy się gotowi zadośćuczynić im wszystkim.

  9. Zadośćuczyniliśmy osobiście wszystkim, wobec których było to możliwe, z wyjątkiem tych przypadków, gdy zraniłoby to ich lub innych.

  10. Prowadziliśmy nadal obrachunek moralny, z miejsca przyznając się do popełnianych błędów.

  11. Dążyliśmy poprzez modlitwę i medytację do coraz doskonalszej więzi z Bogiem, jakkolwiek Go pojmujemy, prosząc jedynie o poznanie Jego woli wobec nas, oraz o siłę do jej spełnienia.

  12. Przebudzeni duchowo w rezultacie tych kroków, staraliśmy się nieść posłanie innym alkoholikom i stosować te zasady we wszystkich naszych poczynaniach.

            Poniżej przytoczono listę opracowaną przez wybitnego amerykańskiego psychologa B. F. Skinnera, który sformułował tzw. humanistyczną wersję 12 kroków dla alkoholików (Święcki 2011):

Humanitarna wersja 12 kroków B. F. Skinnera

  1. Przyznajemy, że wszystkie nasze wysiłki, aby przestać pić alkohol, zawiodły.

  2. Doszliśmy do przekonania, że musimy się zwrócić do kogoś o pomoc.

  3. Poprosiliśmy o pomoc inne osoby, zarówno kobiety, jak i mężczyzn, szczególnie te, które borykają się z tym samym problemem.

  4. Sporządziliśmy listę sytuacji, w których picie alkoholu jest najbardziej prawdopodobne.

  5. Poprosiliśmy naszych przyjaciół, aby pomogli nam unikać takich sytuacji.

  6. Jesteśmy gotowi przyjąć pomoc, którą nam ofiarują.

  7. Szczerze wierzymy, że oni nam pomogą

  8. Sporządziliśmy listę wszystkich osób, wobec których zawiniliśmy i którym mamy zamiar zadośćuczynić.

  9. Zrobimy wszystko, aby zadośćuczynić tym osobom w taki sposób, aby ich nie zranić.

  10. Nadal będziemy sporządzać listy skrzywdzonych osób i uaktualniać je w miarę potrzeby.

  11. Jesteśmy głęboko wdzięczni za to, co nasi przyjaciele zrobili i nadal dla nas robią.

  12. My sami, z kolei, jesteśmy gotowi pomóc innym, którzy zwrócą się do nas, w taki sam sposób.

 

Odmianą klubów AA są kluby abstynenta będące miejscem spotkań osób niepijących (także osób nieuzależnionych). Abstynenci stawiają sobie za cel propagowanie poprzez swoją postawę trzeźwego modelu życia.

            Ważnym elementem terapii alkoholizmu jest praca z dorosłymi dziećmi alkoholików. Najczęściej prowadzona jest w grupach samopomocowych. Podstawę do pracy nad sobą i dokonywania zmian w życiu osób wychowanych w rodzinach z problemem alkoholowym stanowi między innymi zbiór praw DDA (Filipiak 2007):

Zbiór praw Dorosłych Dzieci Alkoholików

Mam prawo do:

znalezienia swojego miejsca w świecie

radości i zmian w swoim życiu

osiągnięcia godziwego życia

bycia asertywnym

popełniania pomyłek

wyboru ludzi, z którymi chcę przebywać

położenia kresu obcowania z ludźmi, którzy powodują, że czuję się poniżany lub upokarzany

ufania swoim uczuciom, sądom, wrażeniom i intuicji

rozwijania się osobowościowo, intelektualnie i emocjonalnie

bawienia się - nie używając alkoholu, narkotyków i innych stymulatorów (dopalaczy).

Poza granicami nieskończoności - Difin 2019

Poza granicami nieskończoności jest dwuwątkową powieścią, w której autor zabiera czytelnika w oniryczną podroż po wszechświecie, rozpadającej się logice zdarzeń na ziemi i psychice człowieka próbującego zrozumieć, czy to, co się wokół niego dzieje jest wirtualną rzeczywistością, ginącym wszechświatem czy też wytworem chorego umysłu.
Gdy naukowiec przekracza granicę dzielącą naukę od literatury pięknej, zdobywa przywilej nieskrępowanego zasadami badań naukowych puszczenia wodzy swojej fantazji i beletrystycznego przedstawienia pasjonujących go zagadnień. W książce Autor wykorzystuje wiedzę oraz najnowsze informacje na temat kosmologii, astrofizyki, fizyki kwantowej i psychologii, poruszając m.in. zagadnienia takie jak: deprywacja sensoryczna, percepcja podprogowa, narkoanaliza, pamięć wszczepiona, kwantowa pożyczka czy splątanie kwantowe.

fragmenty 1 wątku

Pamiętam jak byłem podekscytowany obserwując i czytając o różnych formach życia naszym układzie słonecznym. A życie kwitło na wielu księżycach i niektórych planetach. Nie na najbliższym ziemi marsie. Był zbyt suchy i zimny. Natomiast w atmosferach Wenus i gazowych olbrzymów istniało życie w formie jednokomórkowych organizmów, które łącząc się tworzyły rodzaje aktywnych chmur. Zarejestrowano pomiędzy tymi organizmami wymianę informacji. Obserwacje wykazały, że mogły modyfikować warunki pogodowe w ich otoczeniu. Czy były na swój sposób inteligentne? Niestety nie uzyskano jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie. Złożone formy życia istniały też w licznych wodnych biocenozach naszego układu słonecznego.  Największa znajdowała się na Uranie. Wokół jego skalistego i ciepłego jądra, pod grubą na kilkanaście kilometrów zewnętrzną powłoką lodu rozlewał się wszechocean, w którym ilość wody przekraczała wodne zasoby wszystkich pozostałych ciał kosmicznych znajdujących się w naszym układzie słonecznym. Życie powstało też na wielu księżycach posiadających pod warstwą lodu wodę w stanie ciekłym. Krążyły one wokół Jowisza, Saturna, Urana, Neptuna a nawet Plutona. Organizmy tam żyjące przebywały w całkowitej ciemności, bez kontaktu z przestrzenią zewnętrzną. Miały inne zmysły niż ziemskie zwierzęta. Posiadały zwykle receptory pola magnetycznego, węchu i dotyku. Przypominały trochę ziemskie organizmy żyjące w oceanach wokół kominów hydrotermalnych. Badaczy zastanawiało, dlaczego w całkowicie izolowanych od siebie biocenozach powstawały bardzo podobne formy życia oparte o nośniki genetyczne analogiczne do ziemskiego RNA. Najbogatsze biocenozy odkryto na Tytanie, Europie i Enceladusie. Na Tytanie istniały dwie egzystujące niezależnie od siebie biocenozy. Jedna wodna, pod grubą warstwą lodu i druga unikalna metanowa na powierzchni satelity. Na powierzchni Tytana powstało złożone życie. Dla nas było niemalże nieruchome. Niska temperatura powodowała, że jego aktywność metaboliczna i ruchowa była około tysiąca razy wolniejsza niż na ziemi. Organizmy tam żyjące tworzyły ażurowe konstrukcje, których przeznaczenia nie poznaliśmy. Najdziwniejszym tworem tytańskich organizmów były jednak niezmienne w kształcie a zarazem dynamiczne pod względem zachodzących w nich procesów olbrzymie, wielokilometrowe walcowate strefy przypominające w swojej strukturze chmury. Unosiły się ponad sto kilometrów nad biegunami Tytana. Zawierały olbrzymie ilości molekuł organicznych powstających w najniższych warstwach całej tytańskiej atmosfery. Dzięki działaniu organizmów tam żyjących molekuły te gromadziły się nad biegunami Tytana w tych walcowatych chmurach. Stamtąd mikro wiry atmosferyczne transportowały molekuły do skupisk organizmów, które się nimi żywiły. Jak organizmy te robiły to bez technicznych urządzeń energetycznych pozostało na zawsze dla nas tajemnicą. Rejestrowaliśmy tylko w paśmie fal radiowych przepływ pomiędzy tytańskimi organizmami złożonych informacji. Nie udało się nawiązać z nimi kontaktu. Pozostała obserwacja.

Już po nominacji na dowódcę Explorera w nagrodę miałem możliwość, jako turysta polecieć na Tytana. Widziałem tam ocean metanu zmieszanego z węglowodorami, etanem, acetylenem, izocyjankiem i cyjanoacetylenem. Były tam też lądy, wyspy, rzeki, chmury, opadu deszczu metanowego, burze z wyładowaniami elektrycznymi. Wszystko to w temperaturze – 180 C. Światło dnia miało kolor ciemno pomarańczowy. Ciśnienie atmosferyczne było o połowę wyższe niż na Ziemi, a atmosfera sięgała znacznie wyżej niż ziemska – kilkaset kilometrów nad powierzchnię Tytana. Przez to z powierzchni nigdy nie było widać gwiazd, tylko słabe i rozproszone przez chmury światło słońca i saturna. Zafascynowany całymi godzinami wpatrywałem się w powierzchnię Tytana. Odpowiedniki ziemskich roślin przypominały porosty i gęste krzewy, a zwierzęta rozgwiazdy. Tytan jawił mi się, jako nieprzenikniony, zagadkowy, bardzo zimny. Jednak pod wieloma względami podobny do Ziemi.

A teraz to wszystko nie istnieje. Nie potrafię pogodzić się z nieuchronnością końca. Gdzieś na dnie mojej świadomości istnieje iskierka nadziei na odwrócenie przeznaczenia. Nadzieja, ze stanie się coś, co przywróci świetność wszechświata. Coś, co zapełni go znowu bujnym życiem. Wierzę też, że być może, istnieje gdzieś w otchłani przestrzeni taka cywilizacja, która przetrwała. Doczeka świetności nowego wszechświata. Niestety nie będą to ludzie...

Ależ to wszystko nie ma sensu - myślę. W normalnym świecie nie jest możliwe takie przenoszenie się z jednej rzeczywistości w drugą. Istnieją, zatem dwie możliwości. Ze mną jest źle, lub z otaczającym światem dzieje się coś niezwykłego. Czy jestem chory psychicznie? W moim odczuciu nie. Ale duża ilość chorób psychicznych przebiega bez poczucia choroby. Może to schizofrenia? W moim wieku pierwszy jej epizod? Mało prawdopodobne, chociaż nie jest to wykluczone. A co do drugiej możliwości. Realny świat nie może stać się ka­lejdoskopem zdarzeń. Chyba, że świat, w którym żyję, rozpada się. Ale dlaczego? Nasuwa mi się tylko jedno logiczne rozwiązanie. Będąc na pokładzie „Explorera" przeżyłem narodziny nowego wszechświata. Wydawało mi się wtedy, że czeka mnie już tylko śmierć. Zasnąłem. Zbudziłem się na Ziemi. Już wtedy coś podejrzewałem. Nie bardzo wierzyłem, że tak olbrzymi przeskok w czasie i przestrzeni jest możliwy. Prościej jest założyć, że EIS dokonał zabiegu na moim ciele wyodrębniając mózg. Utrzymuje go przy życiu. Zapewnia mu fantomalny, wirtualny świat. Ale ostatnio zaczęło się coś psuć. Może EIS ma jakieś problemy? A może mój mózg dobiega kresu swej aktywności? Tak, to może być logiczne wytłumaczenie. Potwierdza go zresztą dodatkowo pewne zdarzenie. Kiedy przeżywałem ostatni napad paniki, na wyłą­czonym ekranie holowizora, widziałem sterownię Explorera i pojemnik z mózgiem. Najprawdopodobniej z moim. Potraktowałem to wtedy, jako halucynację.

Cóż mi pozostaje? Spróbuję nawiązać kontakt z EIS. Chcę wiedzieć, co naprawdę mnie otacza. Jak wygląda teraz wszechświat. Ale jak to zrobić? Wystarczy chyba o tym pomyśleć. Musi istnieć połączenie zwrotne mojego mózgu z EIS.

Tak się zamyśliłem, że nawet nie spostrzegłem, kiedy otoczenie wokół mnie zmieniło się. Jeżeli oszalałem, moje halucynacje mają piękną postać. Są one bardzo realne. Jestem w dużej komnacie. Wszystko wokół jest doskonale. Przez kilka minut obserwuję otoczenie stojąc bez ruchu pośrodku duże­go pokoju przypominającego komnatę pałacu z epoki późnego baroku. Jego wnętrze wypełniają piękne meble wyglądające na prawdziwe i solidne. Są no­we, ale stylizowane na epokę Ludwika XV. Całe wnętrze przenika duch kameralności, delikatności, ale równocześnie zmysłowości i wyrafinowania wystroju z czasów rokoko. Ściany i sufit są białe zdobione subtelnymi sztukateriami, kasetowymi boazeriami i plafonami. Dodatkowym elementem ozdobnym ścian są obramienia, w których umieszczono kryształowe lustra w ramach z drewna akcji egzotycznej. Na każdej z nich centralnie znajdują się różne obrazy. Są one pełne pogodnego nastroju, lekkości i elegancji. Widzę na jednym z nich namalowaną w subtelnych pastelowych kolorach, zawierającą podteksty erotyczne, scenę z dworskiej maskarady karnawałowej. Na innych obrazach pojawiają się motywy mitologiczne. Jeden obraz to bogini miłości Afrodyty. Jej twarz, jakby mi znana, nie wiem, dlaczego, kojarzy mi się z numerem 526. Na innych widzę hulaszczego Dionizos oraz namiętnego Erosa. Jako kontrapunkt dla obrazów jedną ścianę wypełnia olbrzymi gobelin przedstawiający zabawę dworzan w parku. Narożną ścianę wypełniają ornamenty urzekające asymetrią i płynnością falistych linii przypominających płomienie oraz muszle barwnych ślimaków morskich. Nie brakuje też na ornamentach motywów egzotycznych zwłaszcza chińskich i japońskich. Podłoga składa się z mozaiki różnokolorowego marmuru. Przykryta jest częściowo grubym wzorzystym dywanem perskim. Na środku pomieszczenia umieszczono wyrafinowanie ozdobiony palisandrowym fornirem lekki brązowy stół. Obok niego stoi pojedyncze mahoniowe krzesło z ciekawie powyginanymi nogami. Dzięki łagodnie poprowadzonym krzywiznom krawędzi całość krzesła sprawia wrażenie mebla wykonanego z jednego kawałka drewna. Tworzy to efektowną intarsję ze stołem. Przede mną stoi szerokie łoże przykryte kolorową pościelą. Odznacza się lekkością i dekoracyjnością form zdobienia boków i zagłówka złotą snycerką. Całość utrzymana w tonacji jasnego brązu pre­zentuje się doskonale. Znać smak dekoratora, który to wnętrze skomponował. Z pokoju wychodzą dwoje drzwi. Uchylam pierwsze. Prowadzą do następnego pokoju. Jest jeszcze większy od poprzedniego. Jedną ze ścian pokrywają półki z książkami! Prawdziwymi! Papierowymi! Jest w nim sprzęt do odtwarzania filmów i muzyki, programator menu potraw, a we wnętrzu pokoju znajdują się wy­godne, staroświeckie meble: szafa, biurko, komoda, kanapka, stolik, fotel i krzesło z wygiętymi nogami. Biurko i komoda ozdobione są intarsją zaś fotel i krzesła inkrustacją. Pokryto je aksamitnymi obiciami. Podchodzę do biurka i próbuję otworzyć szufladę. Nie otwierają się. Są jedynie atrapami prawdziwych szuflad. Inaczej jest w przypadku szafy. Jej drzwi otwierają się bez problemu. Znajduję w niej cztery garnitury, szlafrok, dziesięć eleganckich koszul, wiele par bielizny, skarpet, wizytowych butów i parę pantofli. Wszystko schludnie wiszące na wieszakach lub ułożone na półkach szafy. Zdejmuję jeden garnitur i oglądam go dokładnie. Jest on uszyty z materiału bardziej przypominającego skórę niż wełnę. Przymierzam marynarkę. Pasuje nienagannie, tyle, że na Ziemi od setek lat nikt nie nosi garniturów.

Parkietowa podłoga wyścielona jest grubym, puszystym dywanem. Wracam do pierwszego pokoju i otwieram drugie drzwi. Prowadzą do łazienki. Tak pięknej jeszcze nie widziałem! Podłoga wyłożona jest ogrzewanymi płytkami białego marmuru. Z jednolicie świecącego sufitu dobiega jasne, żółte światło. Na podłodze stoi olbrzymia ceramiczna wanna. Została uformowana ręcznie z gliny szamotowej i szkliwiona na zewnątrz w kolorze brązowo-miedzianym, wewnątrz w kolorze ecru z motywem ręcznie malowanym, inspirowanym francuskim rokoko. Armatura ma ozdobne, wzbogacone złotem kształty.

– Skąd ja to wszystko wiem?- Myślę. Przecież nie jestem historykiem sztuki tylko kosmonautą. Wskazuje to, że EIS dotrzymał obietnicy i sklonował mnie ze wzbogaconą wiedzą. Z zainteresowaniem rozglądam się dalej po łazience. Na ścianach widzę mozaikę różnych obrazów. Układają się w logiczny zbiór obrazujący historię ludzkości od wynalezienia koła po start Explorera. Obok wanny, za cienką gipsową ścianką, wchodzi się do pomieszczenia osuszającego. Za następną ścianką znajduje się toaleta. W tym pomieszczeniu wnętrze utrzymane jest w kolorze bladoniebieskim. Nigdzie nie widzę okna. Sprawdzam toaletę. Z ulgą stwierdzam, ze nie jest makietą, lecz działała prawidłowo. Po chwili uświadamiam sobie fakt, że nie zauważyłem drzwi, przez które tu wszedłem i przez które mógłbym wydostać się z tego apartamentu. Nie ma też holofonu ani komputera. Postanawiam coś zjeść. Programuję menu. Po dosłownie czterech sekundach pojawia nie wiadomo skąd jedzenie na stole. Gryzę najpierw maleńki kęs potem łapczywie następne. Jedzenie smakuje wyśmienicie. Wyobrażam sobie, że są to prawdziwe mięso warzywa i owoce. Po zjedzeniu kilku kęsów czuję się syty i chcę napić się piwa. Programuję napój. Na stole pojawia się puszka. Metalowe zamknięcie puszki otwiera się zwyczajnie z sykiem. Jednak puszka nie zawiera piwa. Z rozczarowaniem stwierdzam, że w środku znajduje się niebieski, musujący płyn odżywczy. Wypijam go, ale dalej czuję się spragniony. Może napiję się czystej wody - myślę. Wchodzę do łazienki, odkręcam kran i napełniam stojący tam kubek. Biorę do ust trochę wody. Od razu ją wypluwam. Smak wody jest okropny. A potem, jak gdyby wstydząc się swojej reakcji, zmuszam się do skosztowania tej wody. Woda smakuje mi okropnie, ponieważ w ogóle nie ma smaku. Jest to czysta woda destylowana. Następnie biorę kąpiel. Po chwili wychodzę z wanny i stwierdzam, że pomieszczenia osuszające jest bardzo wydajne. Ubieram się w bieliznę i szlafrok korzystając z zawartości szafy.

Panująca wokół cisza jest dla mnie nie do wytrzymania. Podchodzę do odtwarzacza muzyki. Machinalnie wybieram z listy na wyświetlaczu pierwsze nagranie artrockowe z początku XXI wieku. Jest to płyta Rogera Watersa – Is this the life we really want? Włączam urządzenie. Muzyka swoimi głośnymi dźwiękami wypiera ciszę. Nie słyszałem dotąd tych kompozycji, a mimo to mam poczucie, że dobrze je znam. W moim umyśle pojawiają się słowa, które zaraz wokalista zaśpiewa i nadchodzące fragmenty melodii…

Minęło już tutaj kilka takich samych dni. Co dalej mam robić? Jeść wykwintne potrawy? Słuchać muzyki i oglądać filmy? Kto mnie tu uwięził i po co? Mimo starań niczego tu nie odkryłem ani niczego nie zrozumiałem. Szkoda, że EIS nie stworzył dla mnie kobiety. Przychodzi mi na myśl, że mogłaby to być 526. Nie wiem skąd, ale przypomina mi się jej ciało i twarz. Na myśl o niej czuję podniecenie. Jestem tutaj bardzo samotny. Siadam w fotelu, rozluźniam wszystkie mięśnie, patrzę nieruchomo w jeden punkt. Czuję spokój. Po pewnym czasie na pustym fragmencie ściany zaczyna coś się dziać. Pojawia się zmieniające swoje natężenie światło migoczące różnokolo­rowo. Lśni tęczowo, ale gdy jest jasne dominuje w nim kolor czerwony, gdy ciemnieje, z mozaiki barw przebija barwa niebieska. Światło stopniowo wy­pełnia całe moje pole widzenia. Czuję narastający, silny ból głowy, mięśnie szyi naprężają mi się. Nie jestem w stanie wykonać najmniejszego nawet ruchu głową. Blask światła ciągle rośnie. Staje się trudny do zniesienia. Wreszcie eksploduje na setki świetlnych punktów, które stopniowo gasną. Zapada całkowita ciemność. Głowa przestaje mnie boleć. Ale dalej nie mogę wykonać żadnego ruchu. Słyszę jakiś szum, którego głośność stopniowo wzrasta. Zaczy­nam w nim rozróżniać szereg dźwięków. Są to jakieś głosy, fragmenty muzyki oraz szereg innych dźwięków z niczym mi się niekojarzących. Równocześnie znajduję się w świecie przedziwnych zapachów. Moje ciało coś muska i dotyka. Znalazłem się we władaniu chaosu różnych bodźców.

Fragmenty 2 wątku

-                  Mówiąc to profesor wreszcie nawiązuje ze mną kontakt wzrokowy. W jego oczach widzę w lęk.

-                  — Niech Pan czyta.

-                Podsuwa mi dzisiejscy dziennik. Na pierwszej stronie pod dużym nagłówkiem: „Czy zbiorowa halucynacja ogarnia świat". Biorę go rąk gazetę, siadam na jedynym w gabinecie wolnym fotelu i czytam:

-                „Jak donoszą agencje z całego świata, w wielu punktach ziemskiego globu bardzo wielu ludzi doznaje dziwnych halucynacji. Widzą widmowe postacie, budowle, krajobrazy. Zja­wisko praktycznie objęło całą Ziemię. Naukowcy pytani o przyczyny dają sprzeczne wyjaśnienia. Najprawdopodob­niejsza jest hipoteza prof. Orne z Genewskiego Uniwersy­tetu, który twierdzi, że do atmosfery ziemskiej dostał się kosmiczny gaz wywołujący halucynacje a pochodzący z przelatującej stosunkowo blisko ziemi komety. Inni ludzie twierdzą, że w niewiadomy dla nich sposób znaleźli się bardzo daleko od ich miejsc zamieszkania. Twierdzą, że przeszli przez dziwną mgłę i pop paru krokach znaleźli się w nieznanym sobie miejscu odległym często o kilka tysięcy kilometrów od ich domu. Zrozpaczeni i spanikowani dzwonią komórkami do swoich bliskich zupełnie nie rozumiejąc sytuacji, w której się znajdują. Dzwonią do miejscowych służb prosząc o pomoc. A te nie mogą nadążyć z przyjmowaniem i realizacją tych zgłoszeń.

-                Aktualnie w wielu krajach powołuje się zespoły badawcze, mające na celu zgadanie tego zjawiska. O wynikach ich prac będziemy państwa informować na bieżąco. Przypominamy o apelu rządu, w którym stwierdza się, że nie ma podstaw do paniki, a doniesienia o rzekomych odkryciach dziw­nych istot błąkających się wśród nas są wymysłem nieodpowiedzialnych osób pragnących potęgować napięcie i lęk wśród ludzi ".

-                W pokoju robi się nagle nienaturalnie jasno. Podnoszę wzrok znad gazety i patrzę na profesora. Jest bardzo blady i przerażony patrzy gdzieś za mnie. Odwracam się. Przez kilkumetrowy otwór w ścianie widać na tle błękitnego nieba i rozległego masywu górskiego, w oślepiającym świetle słonecznym pokrytą śniegiem i lodem górę. Na jej szczycie, oparty o lodową ścianę siedzi wysokogórski wspinacz ubrany w maskę tlenową i gruby skafander. Roz­gląda się po okolicy. Powoli odwraca się w naszym kierunku. Nieruchomieje. Mam wrażenie, że dostrzega nas. W jego oczach pojawia się zdziwienie prze­kształcające się w obłędny strach. Wstaje, wyciąga ręce przed siebie, następnie robi kilka kroków do tyłu, traci równowagę, próbuje ją jeszcze rozpaczliwie odzyskać, jego nogi odrywają się od lodu i spada gdzieś w niewidoczną dla nas przepaść. Widok szczytu staje się stopniowo coraz wyraźniejszy, jakby przybliżał się. Czuję lodowaty powiew wiatru.

-                  — Uciekajmy! — Krzyczę. Podbiegamy do drzwi gabinetu. Gwałtownie je otwieram i wypadam przez nie, za mną profesor. Nie ma schodów, tylko winda. Podbiegamy do drzwi windy. Nerwo­wym ruchem naciskam ciemny przycisk. Zapala się światło na nim. Niespokojnie oglądam się za siebie. Drzwi gabinetu zni­knęły. Kilka metrów korytarza, przepaść, a za nią dostrzeżony przed chwilą szczyt. Widzę, że korytarz centymetr po centymetrze skraca się. W to miejsce wdziera się przepaść. Na zboczu góry widzę szczątki rozbitego biurka profesora, obok kawałki telefonu, komputera i okna wraz z kawałkiem ściany. Winda jedzie przerażająco wolno. Przepaść zbliża się nieuchronnie. Dźwięk zatrzymującej się windy brzmi dla mnie jak najpiękniejsza muzyka. Drzwi bezgłośnie rozsuwają się. Przez niezupełnie jeszcze otwarte wpychamy się do środka. Chwila wahania. W górę czy w dół? W dół. Na dole |jest wyjście tunelem z bazy na brzeg morza. Winda rusza i spokojnym, jednostajnym ruchem opada. Mam nadzieję, że winda nie runie w dół, gdy przepaść dosięgnie górnej części jej konstrukcji. Zmieniają się podświetlane cyferki: 5, 4, 3, 2, 1 wreszcie upragnione 0. Winda stopniowo hamuje. Wreszcie staje. Drzwi otwierają się. Na szczęście dla nas trzymam palec na przycisku wyższego poziomu. Przez rozszerzającą się szparę w drzwiach wdziera się fala gorąca. Widać szalejące płomienie. Naciskam guzik tak mocno, że sprawia mi to ból. Drzwi zamykają się. Winda znowu rusza tym razem w górę. Oddycham z ulgą. Automat napędu liny jest jeszcze sprawny. Skoro funkcjonuje, to na powierzchni powinien być nasz świat i wyjście do parku bazy. Czy park będzie jeszcze istniał, kiedy dojedziemy? – Zadaję sobie pytanie w myślach. Na ostatnim, najwyższym poziomie winda staje, drzwi się otwierają. Przed nami krótki tunel a za nim widać zieloną trawę oświetloną światłem słońca. Wybiegamy z windy. Profesor nagle staje nieruchomo na środku tunelu. Wygląda na zszokowanego.

-                  Sam widzisz! Nasz świat ginie! Co będzie z nami? Zginiemy, nie ma ratunku. Co robić? Dokąd uciekać?

-                  Uspokój się. Na razie wydostańmy się na zewnątrz budynku bazy, tam zobaczony, co dalej później konwenanse i używać naukowych tytułów.

-                  Jeszcze żyjemy - dodaję.

-                  Żyjemy, gdyby winda jechała dłużej, już byśmy spadli w tą przepaść!

-                  Nie spadliśmy!

-                  To pułapka, zaraz umrzemy! — Histeryczny głos profesora staje się płaczliwy.

-                  Nie chcę umierać, nie chcę! Chcę żyć! — Obu rękami chwyta klapy mojej marynarki i trzęsie mną z całych swo­ich sił.

-                  Uspokój się! — Odpycham profesora od siebie i chcę wymierzyć mu policzek. Moja ręka nie trafia i przelatuje obok jego głowy. Z przerażeniem widzę, że twarz profesora marszczy się, ubranie rozpada, ciało staje się przeźroczyste i zanim zdążyłem o czymkolwiek pomyśleć, znowu jestem w windzie, tym razem sam. Winda spokojnie podąża w dół. Gdzie podział się profesor? Co robić, jeżeli utknę w tej windzie. Zapala się światło przy cyfrze zero. Drzwi otwierają się. Znajomy korytarz bazy. Jest pusty. Szybko biegnę w kierunku wyjścia wychodzącego na brzeg morza. Brama bazy jest zniszczona. Tuż przed nią za­trzymuję się. Ostrożnie wyglądam za nią. Teren wokół bazy jest opustoszały. Nikogo nie widać. Także na wieżach strażniczych poziomu pierwszego nie ma nikogo. Wokół panuje całkowita cisza. Rozglądam się dookoła. Błękitne, bez­chmurne niebo. W zenicie oślepiająco świeci słońce. Pod nogami soczysta trawa. Obok żwirowa alejka. Następnie budynek generatora i magazyny zaplecza. Wszędzie panuje cisza. Żadnego dźwięku. Nawet szumu wiatru. Nawet odgłosów moich kroków. Klaszczę w dłonie. Cisza! Żołądek kurczy mi się z przerażenia. Serce przyspiesza swój rytm. Nogi robią się miękkie. Ogłuchłem! A może nie?...

 

Biorę do rąk gazetę codzienną. Zaskoczony konstatuję, że jest to jedna kartka i w dodatku druk zajmuje tylko część pierwszej strony. Druga jest pusta. Na samej górze wielkimi literami widzę tytuł: „Czy to już jest ostateczny koniec świata? A pod tym tytułem czytam tekst „Drodzy czytelnicy prawdopodobnie jest to ostatni numer naszego dziennika. Ostatnie dni wypełnione są przerażającymi wydarzeniami. W Europie doszło do konfliktu nuklearnego. Użyto, co najmniej dwudziestu ładunków nuklearnych. Nie są znane rozmiary strat. Nawet nie wiadomo, kto, z kim walczy i o co chodzi w tym konflikcie. Natomiast na całym kontynencie azjatyckim zachodzą niewyjaśnione zjawiska. Poznanie i zrozumienia zaistniałej tam sytuacji utrudnia fakt, że z całym kontynentem praktycznie nie ma kontaktu gdyż totalnej awarii uległy sieci energetyczne. Blackout zdezorganizował życie w większości azjatyckich krajów. Nie wiemy, co się w nich dzieje. Jedyne informacje napływające z tego kontynentu pochodzą z Butanu.  Ale i one są nie tylko sprzeczne pomiędzy sobą, często zupełnie fantastyczne. Pisze się w nich o znikających całych miastach zalanych wodą lub lawą wydobywających się z nowo powstających na powierzchni ziemi szczelin. Zdjęcia satelitarne potwierdzają to. Nie tylko w Azji ludzie mają kłopoty. Dużą część kontynentu amerykańskiego pustoszą gwałtowne pożary. Nie ma możliwości ich gaszenia. Płomienie i dym powodują, że miejscami widoczność spada do zera. W Meksyku zarejestrowano rekordowe pod względem siły trzęsienie ziemi. Uaktywnił się wulkan w Yellowstone. Jego erupcja zdaniem sejsmologów już się zaczęła. Sztaby kryzysowe krajów położonych na pozostałych kontynentach podają, iż dochodzi u nich do licznych awarii systemów energetycznych. Zakłóceniu ulega częstotliwość prądu zmiennego. Prowadzi to do uszkodzenia wielu urządzeń elektrycznych a zwłaszcza elektronicznych. Są liczne wyłączenia prądu w sieciach obejmujące całe kraje a w przypadku Europy cały kontynent. Internet przestał działać. Program nadają już tylko nieliczne stacje radiowe i telewizyjne. Telefonia stacjonarna i komórkowa przestają działać. Komunikacja lotnicza i morska została na całej ziemi całkowicie sparaliżowana. Zamknięte są urzędy, banki, szkoły, sklepy. Ze względu na trudności w zdobyciu paliwa dezorganizacji uległ transport drogowy i kolejowy. Brak jest dostaw żywności, wody i lekarstw. Szpitale i ratownictwo medyczne zawiesiły swoją działalność nie mogąc działać bez dostaw prądu, paliwa i niezbędnych do ich funkcjonowania środków. Śmieci nie są wywożone.  Wojsko, straż pożarna, policja, ratownictwo medyczne są bezradne nie mogą nieść skutecznej pomocy. Na całym świecie miliony podróżnych i turystów utknęło na lotniskach, dworcach, w hotelach, miejscach turystycznych. Nie mają szans na powrót do domu.

- Z powodu braku dostaw prądu elektrycznego życie w miastach stało się nie do zniesienia. Mieszkańcy miast, jeżeli tylko jest to możliwe gromadzą zapasy żywności i wody. Dochodzi tam do licznych rozbojów, gwałtów i grabieży. Ludzie znacznie mniej chętnie opuszczają swoje domy barykadując się w nich. Nie działają wodociągi i oczyszczalnie ścieków. Toalety i łazienki lotniskowe, dworcowe, hotelowe a nawet domowe w blokach są pozbawione wody. W wielu miastach na całym świecie wybucha panika. Tłumy ludzi rzucają się do bezładnej ucieczki tratując się wzajemnie.

-                  Do obecnej chwili na wsiach jest stosunkowo jeszcze najlepsza sytuacja. Ale i ona gwałtownie z godziny na godzinę pogarsza się. Rolnicy ponoszą ogromne straty. Nieschładzana żywność psuje się. Zdesperowani hodowcy często wypuszczają swoje zwierzęta hodowlane na wolność nie mogąc zapewnić im pożywiania i opieki. Niedojone krowy umierają w straszliwych męczarniach. Podobnie dramatyczny los dotknął zwierzęta z ZOO. Obserwuje się pieszy exodus ludzi z miast na wieś. Między mieszkańcami wsi a przybyszami z miast dochodzi do gwałtownych starć.  Życie codzienne uległo totalnej destabilizacji. W dniu dzisiejszym na terenie USA ogłoszono stan wyjątkowy. Służby odpowiedzialne za realizację zasad obowiązujących w czasie stanu wyjątkowego są bezradne nie mając praktycznie żadnej możliwości działania.

-                  Otrzymujemy informacje z satelitów meteorologicznych o gigantycznych falach tsunami pustoszących wybrzeża, huraganowych wiatrach osiągających na morzu 12 stopień w skale Beauforta, a na lądzie najwyższy piąty poziom skali EF Fujity. Prędkość wiatru w wielu miejscach przekraczała 500 km/h. Jedna z naziemnych stacji meteorologicznych na australijskiej wyspie Barrowa zanotowała na wysokości jednego metra nad gruntem wiatr o prędkości 546 km/h przy rekordowo niskim ciśnieniu powietrza 825 hPa. Huragany nie tylko niszczą wszelkie konstrukcje i roślinność, potrafią nawet zerwać nawierzchnię z autostrad i dróg.  Jesteśmy w posiadaniu zdjęć pokazujących porwane przez wiatr autobusy i ciężarówki lecące na wysokości kilkuset metrów na gruntem.

-                  Na całym globie dochodzi też do innych ekstremalnych zjawisk klimatycznych. W dniu wczorajszym na pustyni Lut w Iranie odnotowano 730 C w cieniu (dotąd rekordem tam była temperatura z 2005 roku wynosząca 70.70 C). Co ciekawe również ciśnienie powietrza na tej pustyni wynoszące 1102 hPa jest rekordem. Natomiast  w najwyższych partiach lądolodu antarktycznego zanotowano -101.30 C (dotąd rekordem było – 98,6 z 22 lipca 2004 roku). 

-                  Jak grzyby po deszczu, pojawiają się różni prorocy mówiący o końcu świata, jako karze za grzechy ludzkości. Inni wizjonerzy twierdzą, że nasze działania zdestabilizowały spójność informatyczną otaczającej rzeczywistości.

-                  Przerażony tym czytam drobną wzmiankę na dole strony, której tekst przykuwa moją uwagę: „Jak donosi nasz przedstawiciel z Nepalu, amerykańska wyprawa na Annapurna zakończyła się tragicznie. Rick Manson był pierwszym z grupy szturmowej, który wszedł na szczyt. Po kilku minutach pobytu na szczycie z niewiadomych powodów runął w przepaść po południowej stronie góry. W trzy godziny po nim na szczyt weszli jeszcze Roy Logde oraz Burt Hurper. Natknęli się tam na szokujące w tym miejscu przedmioty: rozbite biurko, kawałki ściany niezidentyfikowanego pokoju, okno i drzwi wyrwane z framug, szczątki komputera, monitor i telefon komórkowy. Skąd się tam wzięły te nie wiemy". I pod tym tekstem, na samym dole strony wydrukowano: ”Szanowni czytelnicy malejąca ilość i to w dodatku przeważnie sprzecznych pomiędzy sobą informacji do nas napływających, niemożność ich pozyskiwania, uniemożliwia podanie naszym czytelnikom aktualnego obrazu sytuacji na naszym globie. Ponadto nie mamy z powodu technicznych możliwości dalszego prowadzenia działalności. Przerwy w dostawie energii elektrycznej, brak Internetu, zatrzymanie działania drukarni powodują, że jest to nasze ostatnie wydanie. Żegnajcie!”.

Siadam oszołomiony na ławce peronu. To chyba jest koszmarny sen. To nie może dziać się naprawdę. Zaraz się zbudzę. Z głośników umieszczonych w przejściu podziemnym peronu emitujących dotąd spokojną, elektroniczną muzykę, bardzo dostosowaną do sytuacji pomyślałem sarkastycznie, rozlega się bardzo głośny głos: Uwaga! Przekazujemy za agencją Reutersa informację z ostatniej chwili: Kilkadziesiąt minut temu w Australii doszło do tragicznej, wręcz niewyobrażalnej w swojej skali katastrofy. Formacja skalna Uluru, miejsce kultowe dla rdzennej ludności, zapadła się pod ziemię. Zdjęcia satelitarne dokumentują to, że w jej miejscu błyskawicznie uformowała się, wypełniona płynną lawą, gigantyczna kaldera nowopowstałego wulkanu. Wstrząsy sejsmiczne będące efektem tego wydarzenia osiągnęły magnitudę 11,3 w skali Richtera. Wstrząsy te odczuwane są praktycznie na całej ziemi. Wokół australijskiego kontynentu powstała gigantyczna fala tsunami rozprzestrzeniająca się po wodach oceanicznych otaczających Australię niszcząc życie na wielu oceanicznych wyspach. Erupcja wulkanu związana z tym zjawiskiem spowodowała, że w całej Australii wybuchły pożary. Wyziewy toksycznych gazów zatruwają atmosferę. Już w tej chwili wiele milinów ludzi straciło życie, a milionów następnych jest zagrożone.